Chociaż bardzo lubię ekranizację "Władcy pierścieni" i cenię to, czego dokonał w niej Peter Jackson, to jednak filmowi daleko jeszcze do książkowego pierwowzoru. Nie przeszkadza mi, że film pomija pewne wątki i postacie, a innym sporo dodaje. Nie ma o co kruszyć kopii. Jest jednak jeden wyjątek, gdzie zmiany idą zdecydowanie wbrew wymowie książki: powrót do domu. W filmie - powrót do Shire, które pamięta się z pierwszych kadrów filmu. W książce - zatknięcie z nieprzyjemnie zaskakującą rzeczywistością: kraina hobbitów jest spustoszona, dyktatorsko rządzi w niej pewien niesympatyczny krewny Froda i Bilba, który działa z inspiracji złego czarodzieja Sarumana.
Frodo i jego towarzysze odkrywają, że zło, które - wydawałoby się raz na zawsze - pokonali w czeluściach Góry Przeznaczenia, tak naprawdę weszło po cichu do ich własnej małej ojczyzny. Bez walki, bez bitewnych zmagań - podstępem, tchórzostwem i koniunkturalizmem, łapczywością na władzę jednych, bezwolnością drugich. Zniewolenie weszło małymi krokami - po powrocie do domu na Froda nie czeka świętowanie... Nowe trudy i zmartwienia. Nowy "wódz" Shire tyranizuje wszystkich i dopiero powrót przyjaciół przywróci porządek w krainie hobbitów. Drużyna - tak wypróbowana - musiała sobie z tym poradzić.
19 cze 2009
Nie rezygnuj
Ważne jest działanie , a nie owoc działania. Musisz wykonać to, co jest słuszne. To, że w ogóle będzie jakiś owoc, może nie leżeć w Twojej mocy, może okazać się nie w Twoim czasie. Ale to nie znaczy, że masz przestać czynić to, co słuszne. Być może nigdy nie zobaczysz efektów swojego działania. Ale jeśli nie zrobisz nic, nie będzie żadnych efektów - tak o działaniu powiedział Mahatma Gandhi.
Ja dodałabym jeszcze jedno: ważne jest Twoje działanie, bo w ten sposób dajesz radość Twoim przyjaciołom: mogą być z Ciebie dumni, podziwiać, wspierać, gdy trzeba. Porzucając działanie, ulegając zniechęceniu - dałbyś niezasłużony prezent Twym wrogom.
Ja dodałabym jeszcze jedno: ważne jest Twoje działanie, bo w ten sposób dajesz radość Twoim przyjaciołom: mogą być z Ciebie dumni, podziwiać, wspierać, gdy trzeba. Porzucając działanie, ulegając zniechęceniu - dałbyś niezasłużony prezent Twym wrogom.
10 cze 2009
Jak w uniesieniu
Jak w uniesieniu, w zachwycie, jak w ekstazie - wspaniałe momenty, które trafiają się w codziennym życiu, czasem nawet przy pozornie prozaicznych czynnościach. Można pracować jak w uniesieniu, w zachwycie zaczytać się w lekturze, która otwiera umysł na nowe idee lub daje nieoczekiwanie szerokie, odkrywcze spojrzenie, można wręcz promieniować kreatywnością... Fenomenalne poczucie!
Skupienie, koncentracja, a jednocześnie jasność wobec całej sytuacji i pewność: gdy umiejętności i wiedza idą w parze z twórczym myśleniem. Wyzwania - tego trzeba! Niekoniecznie spektakularne, gwiazdorskie czy wymagające profesjonalizmu. Czasem jest to stworzenie czegoś nowego i wielkiego, jak wynalazek, dzieło sztuki, odkrywcza myśl. Liczą się jednak też takie małe, codzienne rzeczy, z pozoru zupełnie zwyczajne.
Na co dzień potrzebne są wyzwania na miarę człowieka: takie, które wyrwą go z jego apatii i bierności, pozwolą rozwinąć skrzydła i poczuć takie uniesienie, że chce się żyć, działać, tworzyć. Czasami wystarczy jeden dobry pomysł. Czasem mistrzowskie wykonanie czegoś. Celna pointa. Albo coś ;-)
Skupienie, koncentracja, a jednocześnie jasność wobec całej sytuacji i pewność: gdy umiejętności i wiedza idą w parze z twórczym myśleniem. Wyzwania - tego trzeba! Niekoniecznie spektakularne, gwiazdorskie czy wymagające profesjonalizmu. Czasem jest to stworzenie czegoś nowego i wielkiego, jak wynalazek, dzieło sztuki, odkrywcza myśl. Liczą się jednak też takie małe, codzienne rzeczy, z pozoru zupełnie zwyczajne.
Na co dzień potrzebne są wyzwania na miarę człowieka: takie, które wyrwą go z jego apatii i bierności, pozwolą rozwinąć skrzydła i poczuć takie uniesienie, że chce się żyć, działać, tworzyć. Czasami wystarczy jeden dobry pomysł. Czasem mistrzowskie wykonanie czegoś. Celna pointa. Albo coś ;-)
2 cze 2009
Rok 1989
Zbliża się 4 czerwca: może będzie w ten dzień rocznicowo, z patosem o wolności, demokracji i spełnieniu się marzeń Polaków. W Gdańsku i Krakowie... i może w kilku innych miejscach. Same kłopoty z tą datą: jak ją świętować? A może nie świętować wcale? Co tak naprawdę pozostaje nam z roku 1989? Duma czy niedosyt? Czy o takiej Polsce jak dzisiejsza marzyli wówczas ci, którzy w czasach komuny ryzykowali i którzy w różny sposób zapłacili za swoje przekonania?
Wolność to nie jest coś, co zostało dane raz na zawsze - a już na pewno nie 4 czerwca, w niedemokratycznych wyborach, które same w sobie z jednej strony były rzeczywiście jakimś ważnym przełomem, ale z drugiej strony - dopiero szansą na przyszłość. Obszar wolności kształtuje się przez cały czas: powiększa się lub karłowacieje. Tyle jest wolności, ile człowiek może sobie wyobrazić. Tyle, ile stworzy - najpierw wewnątrz w sobie, a potem wokół siebie.
Wolność to nie jest coś, co zostało dane raz na zawsze - a już na pewno nie 4 czerwca, w niedemokratycznych wyborach, które same w sobie z jednej strony były rzeczywiście jakimś ważnym przełomem, ale z drugiej strony - dopiero szansą na przyszłość. Obszar wolności kształtuje się przez cały czas: powiększa się lub karłowacieje. Tyle jest wolności, ile człowiek może sobie wyobrazić. Tyle, ile stworzy - najpierw wewnątrz w sobie, a potem wokół siebie.
16 maj 2009
Zamki i mosty
Mądrze budowano średniowieczne zamki... choćby Malbork - twierdza nie do zdobycia i w uczciwej walce - niezdobyta! Wyznaczenie w niej różnych stref (od zamku niskiego po wysoki) z różnymi uprawnieniami dostępu przypomina relacje z ludźmi. Przed przyjaciółmi każde drzwi stoją otworem, natomiast dystans wobec obcych pozwala ocenić, jakie są ich zamiary i co to za ludzie.
Przyjaciele - w najgłębszym sensie niezawodni... choć zdarzają się nieporozumienia, czasem coś zaboli, czasem niechcący sprawi się komuś przykrość, bywa że przyjaciele spierają się lub milczą... takie jest życie. Przyjaźń pozostaje jednak nienaruszona... i jest dobrze! Może nawet dzięki takim próbom - jeszcze lepiej.
Największy problem to osoby uznane za bardziej przyjazne niż się potem okazało. Wpuszczone do wewnętrznych stref twierdzy, obdarzone kredytem zaufania, podejrzewane jedynie o dobrą wolę... Okazuje się jednak, że to nie-przyjaciele... Mogą dotkliwie zranić, mogą zburzyć wiarę w ludzi.
A propos komentarza: "Nie wysadzaj mostów" - trochę mi to brzmi jak wezwanie do naiwności. Niektórzy nie-przyjaciele patrzą tylko na moją "wartość użytkową", traktując mnie jak inteligentne, choć na tyle głupie urządzenie, że będzie cierpliwie pracować dla ich wygody i dobrego samopoczucia. Jeśli oni nie dostrzegają we mnie człowieka, to ja nie zamierzam ich utwierdzać w ich wygodnictwie i samozadowoleniu. Zresztą nikt nie jest niezastąpiony. Dla nie-przyjaciół jestem tak długo dobra, dopóki nie mogą mnie wymienić na lepszy model: przyznaję, że niektórzy mają po prostu świetne wyczucie koniunktury i tego, z kim opłaca się przestawać. Naprawdę są osoby, które mogą załatwić daleko więcej spraw niż ja, mają inne - o wiele bardziej pożądane - zalety i inne, pewnie mniej dokuczliwe wady... Nie wysadzam mostów. Wzmacniam na nich straż, żeby nie wpuścić nie-przyjaciół zbyt blisko. To taka "nieufność po szkodzie".
Przyjaciele - w najgłębszym sensie niezawodni... choć zdarzają się nieporozumienia, czasem coś zaboli, czasem niechcący sprawi się komuś przykrość, bywa że przyjaciele spierają się lub milczą... takie jest życie. Przyjaźń pozostaje jednak nienaruszona... i jest dobrze! Może nawet dzięki takim próbom - jeszcze lepiej.
Największy problem to osoby uznane za bardziej przyjazne niż się potem okazało. Wpuszczone do wewnętrznych stref twierdzy, obdarzone kredytem zaufania, podejrzewane jedynie o dobrą wolę... Okazuje się jednak, że to nie-przyjaciele... Mogą dotkliwie zranić, mogą zburzyć wiarę w ludzi.
A propos komentarza: "Nie wysadzaj mostów" - trochę mi to brzmi jak wezwanie do naiwności. Niektórzy nie-przyjaciele patrzą tylko na moją "wartość użytkową", traktując mnie jak inteligentne, choć na tyle głupie urządzenie, że będzie cierpliwie pracować dla ich wygody i dobrego samopoczucia. Jeśli oni nie dostrzegają we mnie człowieka, to ja nie zamierzam ich utwierdzać w ich wygodnictwie i samozadowoleniu. Zresztą nikt nie jest niezastąpiony. Dla nie-przyjaciół jestem tak długo dobra, dopóki nie mogą mnie wymienić na lepszy model: przyznaję, że niektórzy mają po prostu świetne wyczucie koniunktury i tego, z kim opłaca się przestawać. Naprawdę są osoby, które mogą załatwić daleko więcej spraw niż ja, mają inne - o wiele bardziej pożądane - zalety i inne, pewnie mniej dokuczliwe wady... Nie wysadzam mostów. Wzmacniam na nich straż, żeby nie wpuścić nie-przyjaciół zbyt blisko. To taka "nieufność po szkodzie".
5 maj 2009
W zawieszeniu
Gdyby ktoś miesiąc temu powiedział mi, że wydarzenia potoczą się tak, jak się potoczyły - nie uwierzyłabym! Kilku znajomych w kilku sprawach pokazało mi nieprzewidywalność życia i nieprzewidywalność postaw i zachowań ludzi znanych mi od lat. Posypało się wiele moich (najwyraźniej fałszywych) wyobrażeń. Poskładanie się po tym jeszcze potrwa jakiś czas. Dziwnie mi z tym wszystkim i już nie zamierzam dłużej udawać, że życie toczy się dalej jak gdyby nigdy nic. Wcale nie. Jeśli te sytuacje tak bardzo bolą mimo upływu czasu, to tylko dlatego, że myślałam, że moi znajomi... Szkoda słów.
Blogowanie pozostawiam w zawieszeniu. Kiedyś może do tego powrócę. Kiedyś może znajdę jakiś sposób, by nie cenić ludzi tak, że mogę się tylko sparzyć, zawieść, rozczarować. To tylko mój problem. To ja SIĘ sparzyłam. Reszta jest zadowolona z życia i wszystko jest OK, nie ma sprawy. C'est la vie.
Blogowanie pozostawiam w zawieszeniu. Kiedyś może do tego powrócę. Kiedyś może znajdę jakiś sposób, by nie cenić ludzi tak, że mogę się tylko sparzyć, zawieść, rozczarować. To tylko mój problem. To ja SIĘ sparzyłam. Reszta jest zadowolona z życia i wszystko jest OK, nie ma sprawy. C'est la vie.
23 kwi 2009
Pomysł na siebie
Idealiści - gatunek wymierający. Ostatnie sztuki sprowadzane są brutalnie na ziemię z bujania na obłokach. Życie na każdym roku pokazuje, jak dalekie jest od ideału. Nawet jeśli idealista stara się mocno stać na ziemi, a swój idealizm traktuje nie jak marzycielstwo lecz jak trwanie przy wartościach, to postępowanie nie-idealistów, z którymi się spotyka, potrafi zwalić z nóg. Dosłownie. Cynicy - realiści po gorzkich doświadczeniach, którzy już nie mają żadnych złudzeń co do tego, że rozgrywanie własnych interesów jest ważniejsze niż prawda, uczciwość, honor, przyzwoitość. Nie da się spojrzeć na siebie i na świat obiektywnie - wszyscy obarczeni jesteśmy subiektywizmem własnych doświadczeń, wychowania, charakteru itd. Nie ma jednego, gotowego wzoru - jak żyć?
Lista możliwych postaw mogłaby być dłuższa, ale jedno jest pewne: jeśli człowiek nie ma pomysłu na siebie - to staje się oportunistą bez własnych cech, kameleonem wtapiającym się w otoczenie. Może się łudzi, że jeśli nie podejmuje wyborów, to zachowuje neutralność. Brak wyboru jest wyborem. Brak kręgosłupa nie utrzyma nikogo w pionie. Brak refleksji i namysłu jest bezmyślnością. Brak odwagi jest tchórzostwem. Brak prawdy jest kłamstwem. Niech każdy sam wybierze swój pomysł na życie.
Lista możliwych postaw mogłaby być dłuższa, ale jedno jest pewne: jeśli człowiek nie ma pomysłu na siebie - to staje się oportunistą bez własnych cech, kameleonem wtapiającym się w otoczenie. Może się łudzi, że jeśli nie podejmuje wyborów, to zachowuje neutralność. Brak wyboru jest wyborem. Brak kręgosłupa nie utrzyma nikogo w pionie. Brak refleksji i namysłu jest bezmyślnością. Brak odwagi jest tchórzostwem. Brak prawdy jest kłamstwem. Niech każdy sam wybierze swój pomysł na życie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)