Kiedyś - bardzo popularne, dziś - odchodzące już do lamusa: noworoczne postanowienia. Składane sobie obietnice zmiany postępowania, rzucanie nałogów, zamiary rozpoczęcia czegoś nowego, wprowadzenia jakichś udoskonaleń. Żywot tych postanowień bywał krótki - bo żeby się zmienić potrzeba siły woli i chęci - a z tym kłopot.
Miło by było wprowadzić pożyteczne zmiany. Fajnie byłoby schudnąć, albo odświeżyć znajomość języków. Chciałoby się... [i tu miejsce na postanowienia niewypowiadane, ale pomyślane]. Dobrze byłoby przeznaczyć więcej czasu na sport. Lub na czytanie. Na realizację mają największą szansę te zamiary, które są rzeczywiście ważne - bo wprowadzenie zmian nie jest wcale łatwe, miłe i nie dzieje się ot tak, lecz wymaga wysiłku, czujności, systematyczności... Warto jednak spróbować.
Początek roku to oczywiście tylko pretekst - bo każda data może być równie dobra - ale dlaczego go nie wykorzystać? Gdy postanowienia idą w dobrym kierunku, to już każdy dzień wytrwania w nich daje coś pozytywnego, a wykonanie planu nawet nie w 100, ale w 50, 25 czy nawet 10% to już jakaś zmiana na lepsze. I o to chodzi.
3 sty 2010
20 gru 2009
Pieniądze dają szczęście ;-)
Wbrew mądrym słowom, że "pieniądze szczęścia nie dają", stwierdzam dziś, że jednak jest/może być odwrotnie! Pieniądze - nawet niewielkie - można przecież przeznaczyć na prezent dla kogoś... i wtedy właśnie dają one szczęście: nie tylko obdarowanemu, ale też (a może przede wszystkim) ofiarodawcy. Tak właśnie jest, prawda?
No nie do końca tak... Przyznaję się, poprzedni fragment to manipulacja - bo gdy tytuł i tok początkowego wywodu nakazywałby uznać, że pieniądze mogą dać szczęście, to ja teraz oświadczam, że nie! Istota rzeczy tkwi w czym innym. Tym, co bowiem zapewnia szczęście, nie są same pieniądze - lecz ich przeznaczanie na podarunek. Dawanie, dzielenie się - tylko to daje szczęście. Cieszyć może dawanie prezentów, ale też podarowanie chwili czasu, upieczenie dla kogoś ciasteczek albo zrobienie komuś kanapki, prasowanie, zaparzenie kawy, wyręczenie w pracy, uśmiech, list, podwożenie samochodem... Szczęście daje to, co dawane z życzliwością, z przyjaźnią, z miłością...
No nie do końca tak... Przyznaję się, poprzedni fragment to manipulacja - bo gdy tytuł i tok początkowego wywodu nakazywałby uznać, że pieniądze mogą dać szczęście, to ja teraz oświadczam, że nie! Istota rzeczy tkwi w czym innym. Tym, co bowiem zapewnia szczęście, nie są same pieniądze - lecz ich przeznaczanie na podarunek. Dawanie, dzielenie się - tylko to daje szczęście. Cieszyć może dawanie prezentów, ale też podarowanie chwili czasu, upieczenie dla kogoś ciasteczek albo zrobienie komuś kanapki, prasowanie, zaparzenie kawy, wyręczenie w pracy, uśmiech, list, podwożenie samochodem... Szczęście daje to, co dawane z życzliwością, z przyjaźnią, z miłością...
17 gru 2009
Strach
Strach to suma tego, co jest, i co się może zdarzyć (Jonathan Carroll). Gdy to co jest, jest póki co niepewnością, przez jakiś czas pomaga powtarzanie sobie: "Nie ma co się martwić na zapas". Wyobrażenie tego, co mogłoby się zdarzyć, jest natomiast przytłaczające...
4 gru 2009
Przylądek Dobrej Nadziei
Portugalczyk Bartłomiej Diaz prowadził w 1488 r. wyprawę, która, płynąc wzdłuż brzegów Afryki, dostała się na południowym krańcu kontynentu w obszar silnych sztormów. To było trudne doświadczenie: fatalna pogoda, niesprzyjające wiatry, zmęczona załoga. Pewnie nie raz mieli już dość wszystkiego, tracili nadzieję, ulegali zniechęceniu. Udało się jednak opłynąć Przylądek Burz - tak go właśnie nazwali, pamiętając o swoich ciężkich przeżyciach. Ale życie zaskakuje! Gdy król Portugalii Jan II wysłuchał relacji z wyprawy, dostrzegł w tej opowieści przede wszystkim moment przełomu w historii odkryć. Oto otwierała się droga do Indii, a statki oparły się sztormom i powróciły. Król zmienił więc nazwę Przylądka Burz na Przylądek Dobrej Nadziei.
W życiu taka zmiana jest koniecznie potrzebna - długo można wypatrywać zakończenia burz, spięć i nieporozumień, ale moment uspokojenia, pojawienia się w tym wszystkim dobrej nadziei i powrotu do przyjaznego portu - to naprawdę mocne, piękne przeżycie. Niech już tak zostanie.
W życiu taka zmiana jest koniecznie potrzebna - długo można wypatrywać zakończenia burz, spięć i nieporozumień, ale moment uspokojenia, pojawienia się w tym wszystkim dobrej nadziei i powrotu do przyjaznego portu - to naprawdę mocne, piękne przeżycie. Niech już tak zostanie.
12 lis 2009
Ściana
Po dojściu do ściany, której nie można ominąć, trzeba przystanąć. Walić głową w mur - nic z tego... Przeskoczyć? Bez pomocy i wsparcia nie da rady. Usiąść pod ścianą i płakać? Szkoda łez, szkoda czasu. Wołać, krzyczeć? A kto to usłyszy, kto to zrozumie... Udawać, że ściany nie ma? Pozornie się to czasem udaje - na chwilę. Odwrócić się na pięcie i po prostu odejść? Rozwiązanie tak klarowne, że samo się narzuca. Może trzeba zrobić coś innego: pójść jeszcze jakiś kawałek wzdłuż ściany, przyglądając się, czy nie ma innej drogi wyjścia.
9 lis 2009
Różni i skonfliktowani
Można się nieraz bardzo różnić i nie zgadzać w jakiejś sprawie. Całkowita jednomyślność byłaby wręcz nienaturalna. Zresztą wcale nie jest ona potrzebna, bo różne punkty widzenia i konfrontowanie opinii powodują, że chcąc nie chcąc dostrzegamy, że życie jest inne niż się wydaje. Można się zatem pięknie różnić - energetyzująco i kreatywnie.
Konflikt to starcie - sprzeczność, która oddaliła się już od owego pięknego różnienia się. Tutaj każdy walczy o swoje: można walczyć o władzę, o swoje terytorium, zwalczać konkurencyjne opcje, starać się przeforsować pewien sposób działania, własny punkt widzenia. A jeśli jeszcze dochodzi do konfliktu między osobami, które się tak zwyczajnie po ludzku nie lubią, to jakoś bardzo trudno znaleźć mi jego dobre strony... poza tą jedną jedyną możliwością, kiedy to w danej kwestii ja będę mieć rację i to ja wygram ;-)
Trochę żartuję... ale zupełnie poważnie: bardzo mi żal tych wszystkich sytuacji, które owocują niepotrzebnym, niszczącym, głupim konfliktem, zamiast przynosić dobre owoce twórczego różnienia się.
Konflikt to starcie - sprzeczność, która oddaliła się już od owego pięknego różnienia się. Tutaj każdy walczy o swoje: można walczyć o władzę, o swoje terytorium, zwalczać konkurencyjne opcje, starać się przeforsować pewien sposób działania, własny punkt widzenia. A jeśli jeszcze dochodzi do konfliktu między osobami, które się tak zwyczajnie po ludzku nie lubią, to jakoś bardzo trudno znaleźć mi jego dobre strony... poza tą jedną jedyną możliwością, kiedy to w danej kwestii ja będę mieć rację i to ja wygram ;-)
Trochę żartuję... ale zupełnie poważnie: bardzo mi żal tych wszystkich sytuacji, które owocują niepotrzebnym, niszczącym, głupim konfliktem, zamiast przynosić dobre owoce twórczego różnienia się.
7 lis 2009
Zmiany klimatyczne
Zmierzenie się z niesprzyjającym klimatem jest trudnym doświadczeniem. Dotyczy to nie tylko warunków geograficznych, ale też atmosfery kontaktów międzyludzkich. Obojętność to chłód - a tymczasem jako ludzie jesteśmy z natury ciepłolubni. Demonstracyjna obojętność może zaboleć niemal tak samo jak atak wprost, jak niesprawiedliwe negatywne oceny i niesprawiedliwa krytyka. Czasem można poczuć się wśród ludzi jak we wrogim środowisku: gdy ktoś demonstruje swoją wyższość albo gdy konflikty wiszą w powietrzu lub wybuchają z większą lub mniejszą siłą.
Choć budowanie dobrej atmosfery może się wydawać mniej ważne niż rozwiązywanie konkretnych problemów czy podejmowanie konkretnych działań, to właśnie starania idące w kierunku poprawy klimatu zasługują na nagrodę Nobla w dziedzinie relacji międzyludzkich ;-) Nie ma osób tak silnych, żeby nigdy nie potrzebowały wsparcia. Wystarczy choćby sama świadomość, że na wsparcie można liczyć w razie potrzeby. Nawet jeśli ktoś z natury woli działać w pojedynkę, to dobry klimat w grupie będzie i dla niego dodatkową motywacją. Dobre emocje, współpraca, życzliwe zainteresowanie i - co bardzo ważne - komunikowanie się idące w dwie strony - to wszystko tworzy przyjazną dla wszystkich, dobrą atmosferę. W tej dziedzinie zatem (odwrotnie niż w ochronie środowiska) jest potrzeba podjęcia działań zmierzających do ocieplenia klimatu... i do zwiększenia emisji uśmiechu :-)
Choć budowanie dobrej atmosfery może się wydawać mniej ważne niż rozwiązywanie konkretnych problemów czy podejmowanie konkretnych działań, to właśnie starania idące w kierunku poprawy klimatu zasługują na nagrodę Nobla w dziedzinie relacji międzyludzkich ;-) Nie ma osób tak silnych, żeby nigdy nie potrzebowały wsparcia. Wystarczy choćby sama świadomość, że na wsparcie można liczyć w razie potrzeby. Nawet jeśli ktoś z natury woli działać w pojedynkę, to dobry klimat w grupie będzie i dla niego dodatkową motywacją. Dobre emocje, współpraca, życzliwe zainteresowanie i - co bardzo ważne - komunikowanie się idące w dwie strony - to wszystko tworzy przyjazną dla wszystkich, dobrą atmosferę. W tej dziedzinie zatem (odwrotnie niż w ochronie środowiska) jest potrzeba podjęcia działań zmierzających do ocieplenia klimatu... i do zwiększenia emisji uśmiechu :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)