Już miałam napisać wiadomość "Śnieg stopniał..." - i tego dnia znowu zaśnieżyło ulicę. Stopniało. I znowu pada. Pogoda nie może się zdecydować, czy to zima, czy wiosna. Ja też nie wiem, czy jest mi zimowo, czy wiosennie. Dziwnie.
Jasność sytuacji ułatwia podejmowanie dalszych decyzji i daje pewność co do dalszego działania. Tylko ci, którzy wiedzą, czego chcą, mogą działać efektywnie. Jeśli jest na "tak", to można się zaangażować, jeśli na "nie", to trzeba się pożegnać. Jeśli "tak", to trzeba pozwolić nadziei na powrót, jak "nie" to trzeba przyznać się do wielkiego rozczarowania. Być w zawieszeniu, to być dokładnie w połowie drogi od dobrej decyzji. I w połowie od złej.
Olśniło mnie. Kiedy już uznałam, że rozmyślanie do niczego nie doprowadziło i nie doprowadzi. Konsekwencja nie daje wyboru. Ona jest moim wyborem.
6 mar 2010
24 lut 2010
Kiedyś
Kiedyś było dobrze... bardzo dobrze. Została z tego wszystkiego garstka ciepłych wspomnień. Powiało chłodem i nastała długa zima, tak mroźna, że nie wiadomo, czy można spodziewać się jej końca, czy to raczej początek epoki lodowcowej. Rozkładam ręce. Teoretycznie każda możliwość ma 50% szans, ale życie niestety/na szczęście nie jest rachunkiem prawdopodobieństwa.
"Myślę sobie że,
Ta zima kiedyś musi minąć [...]" (Wojciech Waglewski)
Kiedyś.
"Myślę sobie że,
Ta zima kiedyś musi minąć [...]" (Wojciech Waglewski)
Kiedyś.
2 lut 2010
Zimowa cisza
"(...) jak łuska skrzydeł leci śnieg
cisza jest linią doskonałą" (Zbigniew Herbert)
Doskonała cisza. Koncentracja. Praca. Są rzeczy do zrobienia - w ciszy, milczeniu i samotności.
cisza jest linią doskonałą" (Zbigniew Herbert)
Doskonała cisza. Koncentracja. Praca. Są rzeczy do zrobienia - w ciszy, milczeniu i samotności.
29 sty 2010
Wąskie horyzonty
"W całym przepychu kultury, w jakiej żyjemy, przy olbrzymim bogactwie książek, dokonań naukowych i wielu innych, człowiek przeciętny żyje, jakby to wszystko nie istniało, jak gdyby otaczał go pusty świat, w którym nie dzieje się nic ważnego, nie ma w nim nic naprawdę ciekawego oprócz wyłącznie małych osobistych spraw". (Erich Fromm)
Nic dodać, nic ująć. Jeśli ktoś koncentruje się na własnym małym świecie i nie interesuje go nic poza codziennością, to mentalnie nie opuszcza progów swojego domu i zamyka się na rozległy świat ludzi, idei, natury, twórczego działania. Nawet ludzie wykształceni ograniczają się często do bezrefleksyjnego "skonsumowania" małej porcji, wydzielonej sobie nazbyt oszczędnie z otaczającego ich bogactwa.
Sytuacją boleśnie obnażającą wąskie horyzonty są rozmowy kwalifikacyjne. Interesuję się literaturą południowoamerykańską - mówi osoba, która nie potrafi wymienić żadnego autora poza Paulo Coelho, pisarzem modnym i promowanym nawet w kolorowych pisemkach. Interesuję się teatrem - mówi ktoś, raz na jakiś czas bezrefleksyjnie ogląda jakąś sztukę, ale nie może powiedzieć już nic więcej: ani o przedstawieniu, ani o reżyserze, ani o aktorach. Interesuję się muzyką - mówi ktoś, kto wypytany bardziej szczegółowo musi przyznać, że jego zainteresowanie wyraża się w tym, że puszcza głośniej muzykę, gdy radio nadaje jego ulubioną piosenkę. I mówią to ludzie wykształceni...
Jeśli komuś nie zależy na poznawaniu rzeczy nowych, rzeczy wielkich, jeśli nie wyjdzie na zewnątrz swoich spraw z ciekawością świata, ze swoim zaangażowaniem, pasją i energią, to może sobie wygodnie i spokojnie wegetować. Nie poczuje nawet, że żyje. Takiego człowieka nie zachwyci ocean, skoro będzie on stać na brzegu, wpatrując się cały czas w krople wody na swojej dłoni.
Nic dodać, nic ująć. Jeśli ktoś koncentruje się na własnym małym świecie i nie interesuje go nic poza codziennością, to mentalnie nie opuszcza progów swojego domu i zamyka się na rozległy świat ludzi, idei, natury, twórczego działania. Nawet ludzie wykształceni ograniczają się często do bezrefleksyjnego "skonsumowania" małej porcji, wydzielonej sobie nazbyt oszczędnie z otaczającego ich bogactwa.
Sytuacją boleśnie obnażającą wąskie horyzonty są rozmowy kwalifikacyjne. Interesuję się literaturą południowoamerykańską - mówi osoba, która nie potrafi wymienić żadnego autora poza Paulo Coelho, pisarzem modnym i promowanym nawet w kolorowych pisemkach. Interesuję się teatrem - mówi ktoś, raz na jakiś czas bezrefleksyjnie ogląda jakąś sztukę, ale nie może powiedzieć już nic więcej: ani o przedstawieniu, ani o reżyserze, ani o aktorach. Interesuję się muzyką - mówi ktoś, kto wypytany bardziej szczegółowo musi przyznać, że jego zainteresowanie wyraża się w tym, że puszcza głośniej muzykę, gdy radio nadaje jego ulubioną piosenkę. I mówią to ludzie wykształceni...
Jeśli komuś nie zależy na poznawaniu rzeczy nowych, rzeczy wielkich, jeśli nie wyjdzie na zewnątrz swoich spraw z ciekawością świata, ze swoim zaangażowaniem, pasją i energią, to może sobie wygodnie i spokojnie wegetować. Nie poczuje nawet, że żyje. Takiego człowieka nie zachwyci ocean, skoro będzie on stać na brzegu, wpatrując się cały czas w krople wody na swojej dłoni.
15 sty 2010
Narcyz
"Nie ma większej wściekłości niż furia wywołana zranieniem narcystycznego człowieka, który wybaczy wszystko inne, ale nie to. Jeżeli ukłuje się jego narcyzm lub się go zrani, zrodzi się w nim wściekłość, którą nie zawsze uwidoczni, ale powstanie w nim uczucie zemsty, ponieważ to, co się stało, odebrał niemalże jak własną śmierć" (E. Fromm).
Narcyzm leży daleko poza granicami zdrowej miłości samego siebie: to zbyt silne skoncentrowanie na sobie i egoistyczne przekonanie o własnej wielkości. Wyjątkowość, wielkość z jednej strony- ale z drugiej strony narcyz czuje się jednak niepewnie i nieraz desperacko próbuje zmusić innych do posłuchu lub uznania. We własnych oczach jest godzien podziwu, ale wpada w złość lub depresję, gdy tylko ktoś dotyka jego próżności. Wiele swoich opinii wypowiada pewnie i kategorycznym tonem - nie po przemyśleniu, nie w odniesieniu do rzeczywistości, lecz po prostu dlatego, że to jego opinie i tylko dlatego muszą być prawdziwe. Łatwo w takiej sytuacji zakładać a priori wrogie nastawienie innych. To ci inni są głupi, to ci inni są źli, to ci inni zawsze przeszkadzają... Mimo dość pesymistycznej konstatacji Fromma, nie trzeba się bać takich chorobliwie narcystycznych ludzi - mimo wszystko bardziej zasługują na litość niż na strach...
Narcyzm leży daleko poza granicami zdrowej miłości samego siebie: to zbyt silne skoncentrowanie na sobie i egoistyczne przekonanie o własnej wielkości. Wyjątkowość, wielkość z jednej strony- ale z drugiej strony narcyz czuje się jednak niepewnie i nieraz desperacko próbuje zmusić innych do posłuchu lub uznania. We własnych oczach jest godzien podziwu, ale wpada w złość lub depresję, gdy tylko ktoś dotyka jego próżności. Wiele swoich opinii wypowiada pewnie i kategorycznym tonem - nie po przemyśleniu, nie w odniesieniu do rzeczywistości, lecz po prostu dlatego, że to jego opinie i tylko dlatego muszą być prawdziwe. Łatwo w takiej sytuacji zakładać a priori wrogie nastawienie innych. To ci inni są głupi, to ci inni są źli, to ci inni zawsze przeszkadzają... Mimo dość pesymistycznej konstatacji Fromma, nie trzeba się bać takich chorobliwie narcystycznych ludzi - mimo wszystko bardziej zasługują na litość niż na strach...
3 sty 2010
Noworoczne postanowienia
Kiedyś - bardzo popularne, dziś - odchodzące już do lamusa: noworoczne postanowienia. Składane sobie obietnice zmiany postępowania, rzucanie nałogów, zamiary rozpoczęcia czegoś nowego, wprowadzenia jakichś udoskonaleń. Żywot tych postanowień bywał krótki - bo żeby się zmienić potrzeba siły woli i chęci - a z tym kłopot.
Miło by było wprowadzić pożyteczne zmiany. Fajnie byłoby schudnąć, albo odświeżyć znajomość języków. Chciałoby się... [i tu miejsce na postanowienia niewypowiadane, ale pomyślane]. Dobrze byłoby przeznaczyć więcej czasu na sport. Lub na czytanie. Na realizację mają największą szansę te zamiary, które są rzeczywiście ważne - bo wprowadzenie zmian nie jest wcale łatwe, miłe i nie dzieje się ot tak, lecz wymaga wysiłku, czujności, systematyczności... Warto jednak spróbować.
Początek roku to oczywiście tylko pretekst - bo każda data może być równie dobra - ale dlaczego go nie wykorzystać? Gdy postanowienia idą w dobrym kierunku, to już każdy dzień wytrwania w nich daje coś pozytywnego, a wykonanie planu nawet nie w 100, ale w 50, 25 czy nawet 10% to już jakaś zmiana na lepsze. I o to chodzi.
Miło by było wprowadzić pożyteczne zmiany. Fajnie byłoby schudnąć, albo odświeżyć znajomość języków. Chciałoby się... [i tu miejsce na postanowienia niewypowiadane, ale pomyślane]. Dobrze byłoby przeznaczyć więcej czasu na sport. Lub na czytanie. Na realizację mają największą szansę te zamiary, które są rzeczywiście ważne - bo wprowadzenie zmian nie jest wcale łatwe, miłe i nie dzieje się ot tak, lecz wymaga wysiłku, czujności, systematyczności... Warto jednak spróbować.
Początek roku to oczywiście tylko pretekst - bo każda data może być równie dobra - ale dlaczego go nie wykorzystać? Gdy postanowienia idą w dobrym kierunku, to już każdy dzień wytrwania w nich daje coś pozytywnego, a wykonanie planu nawet nie w 100, ale w 50, 25 czy nawet 10% to już jakaś zmiana na lepsze. I o to chodzi.
20 gru 2009
Pieniądze dają szczęście ;-)
Wbrew mądrym słowom, że "pieniądze szczęścia nie dają", stwierdzam dziś, że jednak jest/może być odwrotnie! Pieniądze - nawet niewielkie - można przecież przeznaczyć na prezent dla kogoś... i wtedy właśnie dają one szczęście: nie tylko obdarowanemu, ale też (a może przede wszystkim) ofiarodawcy. Tak właśnie jest, prawda?
No nie do końca tak... Przyznaję się, poprzedni fragment to manipulacja - bo gdy tytuł i tok początkowego wywodu nakazywałby uznać, że pieniądze mogą dać szczęście, to ja teraz oświadczam, że nie! Istota rzeczy tkwi w czym innym. Tym, co bowiem zapewnia szczęście, nie są same pieniądze - lecz ich przeznaczanie na podarunek. Dawanie, dzielenie się - tylko to daje szczęście. Cieszyć może dawanie prezentów, ale też podarowanie chwili czasu, upieczenie dla kogoś ciasteczek albo zrobienie komuś kanapki, prasowanie, zaparzenie kawy, wyręczenie w pracy, uśmiech, list, podwożenie samochodem... Szczęście daje to, co dawane z życzliwością, z przyjaźnią, z miłością...
No nie do końca tak... Przyznaję się, poprzedni fragment to manipulacja - bo gdy tytuł i tok początkowego wywodu nakazywałby uznać, że pieniądze mogą dać szczęście, to ja teraz oświadczam, że nie! Istota rzeczy tkwi w czym innym. Tym, co bowiem zapewnia szczęście, nie są same pieniądze - lecz ich przeznaczanie na podarunek. Dawanie, dzielenie się - tylko to daje szczęście. Cieszyć może dawanie prezentów, ale też podarowanie chwili czasu, upieczenie dla kogoś ciasteczek albo zrobienie komuś kanapki, prasowanie, zaparzenie kawy, wyręczenie w pracy, uśmiech, list, podwożenie samochodem... Szczęście daje to, co dawane z życzliwością, z przyjaźnią, z miłością...
Subskrybuj:
Posty (Atom)